Zaczęło się od mamy, nie
dlatego, że gdyby nie ona, to mnie by na świecie
nie było. Dlatego też, że pierwszy wymyślony przeze mnie
wisiorek miał być prezentem dla niej.
Kilka lat temu bawiłam
się w wylewanie roztopionej cyny do słoika z wodą.
Efektem tego były niezwykle kształty, fantastyczne obiekty
przypominające kosmiczne pejzaże. Jeden z powstałych w ten
sposób odlewów tak bardzo spodobał się mojej mamie,
że obiecałam jej zrobić z niego wisiorek.
Od tego
momentu minęło siedem, może osiem lat, gdy efekty tych moich prób
wpadły mi w ręce, postanowiłam spełnić obietnicę. Tak
powstał mój pierwszy wisiorek z drewna.
Znaleziony stary sęk posłużył
za bazę. Wyszlifowany, z wybranymi zagłębieniami
na cynowy element, i drugim na koral z prawdziwego
korala. Drewno zostało zabejcowane na ciemno-orzechowy kolor,
do tego dołączyłam podwójny rzemień w tym samym
odcieniu i dobrałam metalowe końcówki i zapięcie
w srebrnym kolorze.
Miał być prezentem
na Dzień Matki, ale nie wytrzymałam i podarowałam jej
go wcześniej. Mama pamiętała o złożonej przeze mnie
obietnicy, a efekt bardzo się jej spodobał.
Wszystkiego najlepszego,
Mamo!

