sobota, 25 maja 2019

KIEDYŚ


Praca w drewnie to dla mnie taka rodzinna tradycja. Jeden z moich pradziadków był stolarzem, inny stelmachem. Jeden z moich dziadków również pracował jako stolarz, pomagając ojcu, a w późniejszym czasie robił hobbistycznie wyjątkowe rzeczy z drewna. 

Drewno od zawsze było w moim życiu, a ja od dziecka przyglądałam się różnorodnym kolorom i rysunkom słojów. Lubiłam też, na spacerach w lesie, zbierać patyczki, gałązki, kawałki kory, czy szyszki. Układałam na biurku kompozycje, którymi później cieszyłam oczy. Jakże smutny był moment, w którym trzeba było to w końcu posprzątać! Bo ostatecznie, zazwyczaj, wszystkie te rzeczy lądowały w koszu na śmieci. Czasami tylko zyskiwały nowe życie, jako np. ramka na zdjęcie lub pocztówkę, albo trochę później, stawały się modelami do szkiców i rysunków. Zawsze jednak czułam żal, gdy przychodziło mi się z nimi rozstać. Już wówczas uważałam za straszne marnotrawstwo wyrzucanie tak pięknych skrawków rzeczywistości. Przyglądałam się subtelnemu rysunkowi słojów lub kory drzew, zdzierałam delikatne bibułki z pni brzóz, obserwowałam jak w ciepłym mieszkaniu zamknięte szyszki sosen otwierają się i uwalniają nasiona. I marzyłam, że kiedyś z tych maleńkich fragmentów natury stworzę coś, co pozwoli im przetrwać... To kiedyś zaczyna się właśnie teraz.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz