Dzisiaj jest dzień
dziecka. Wielu ludzi wokół świętuje ze swoimi pociechami
lub rodzicami, a ja wracam pamięcią do fajnych
wspomnień z czasu, kiedy sama maiłam niewiele lat za sobą.
Jakim byłam dzieckiem? Myślę, że zazwyczaj zbyt nieśmiałym
i zdecydowanie zbyt poważnym (ale na szczęście z wiekiem
mi to mija... ;) ).
Razem z siostrą
wielokrotnie spędzałyśmy ferie i wakacje u babci
i dziadka, w małym miasteczku. Niewiele tam było rozrywek
dla najmłodszych, dlatego dziadek często zabierał nas ze sobą
do warsztatu. Czasami spędzaliśmy czas na piętrze budynku,
bawiąc się zgromadzonymi przez dziadka starociami (trochę
antykami, a trochę rupieciami) i zrobionymi przez niego
skarbami (ale o nich innym razem). Wspominacie czasami, jak
się bawiliście w dzieciństwie? Grę w kulki,
w noża, wyprawy w nieznane dwadzieścia metrów od domu?
Budowanie całego świata z rzeczy znalezionych wokół?
Nie zawsze poświęcaliśmy czas samej zabawie. Dziadek, gdy nie miał nic innego do roboty, pokazywał nam, jak robić różne rzeczy. Tłumaczył jak ciąć na pile, jak się hebluje i wierci, jak ostrzyć wiertła. Był taki jeden dzień, gdy pokazał nam toczenie na tokarce. Zamocował w maszynie klocek, wprawił w obroty i po chwili przed nami leżał gotowy trzonek do dłuta! "Teraz wasza kolej" – powiedział – "zrobimy grzybki z drewna". Kolejny klocek, wstępnie obrobiony, kręcił się na tokarce, a my, z siostrą i kuzynem po kolei braliśmy dłuta w ręce i z pomocą dziadka wydobywaliśmy z drewna odpowiednie kształty. Każde z nas otrzymało na pamiątkę swoją pracę. Nie wiem, co się stało z grzybkiem kuzyna, muszę go kiedyś, przy okazji, o to zapytać. Siostra, o ile wiem, ciągle ma swój. Mój możecie zobaczyć na zdjęciach. Wciąż przypomina mi o tych fajnych chwilach z dzieciństwa, niebanalnie spędzanych z dziadkiem.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz